środa, 31 grudnia 2014

Rozdział 2

Daniella's P.O.V;
01 września 2014 roku - poniedziałek
godz: 15:00

 
  Nikt nie potrafi wyobrazić sobie, jaka jestem wściekła!
Otóż, nasza kochana wychowawczyni, uznała, że jako potencjalna członkini burdelu, będzie lepiej, jeżeli usiądę obok tego nowego chłopaka, który "ostrzegł" mnie przed Kat. Stwierdziła, że "może sprowadzi mnie na dobrą drogę".

  Już to widzę..
   - Chcę na imprezę. - oświadczyłam Riss i Kat.
   - Miałyśmy udawać grzeczne dziewczynki. - przypomniała Kat.
   Przewróciłam oczami.
   - Poudawałyśmy. - burknęłam. - Muszę iść na imprezę, bo inaczej zdechnę w domu z matką i Irmą.
Aż mnie ciarki przeszły na samą myśl. Cały dzień z kochliwą matką i wyidealizowaną siostrą?
  Nie, dziękuję.
   - Riss..? - spojrzałam na dziewczynę.
   - Co?
   Klarissa może i ma potencjał, jeżeli chodzi o imprezy, ale Jej tępota aż razi.
  - Nie masz ochoty na imprezę? - spróbowałam ponownie.
   Zmarszczyła brwi, zastanawiając się nad odpowiedzią, chociaż wiedziałam, jaka będzie.
  Klarissa zawsze jest chętna do nowej imprezy. Cóż.. zawsze może spotkać kolejnego palanta, którego zaciągnie do łóżka, okradnie i zostawi biedaka w samych slipach. 
   - Czemu nie.. - odparła po chwili milczenia, po czym spojrzała na Katerinę. - Chodź z nami.
Zaprezentowała Jej przy tym olśniewający uśmiech, który zawsze potrafił zwalić z nóg największego twardziela, ale nie Katerinę.
   - Pójdę pod jednym warunkiem... - uśmiechnęła się tajemniczo.
   Naprawdę, jak Boga kocham nie chciałam się pytać jakim, ale ciekawość wzięła górę.
   - Jakim? - przechyliłam głowę w prawą stronę.
   Kat pokręciła głową, uśmiechając się szerzej.
   - Zobaczysz. - zaćwierkała.
   - To nie sprawiedliwe. - stwierdziłam. - Gdyby ktoś Tobie nie zdradził swoich warunków, mógłby być pewien, że nie dożyje swoich następnych urodzin, ale jeśli Ciebie spytać, upierasz się jak osioł i nie piśniesz słówkiem. To doprowadza do furii.
Zapadła cisza.
   Katerina mierzyła mnie tym swoim przenikliwym spojrzeniem, a Klarissa ulotniła się do swojego domu, bo akurat przechodziłyśmy obok.
   - Dobra. - rzuciła po chwili. - Przyjdź do mnie o dwudziestej.
   - Yyy.. okey? - uniosłam prawą brew.
  Katerina uśmiechnęła się triumfująco.
  - Zdradzę ci mój warunek.

Katerina's P.O.V
01 września 2014 roku - poniedziałek
godz: 19:45



   Z niecierpliwością odliczałam czas do przyjścia Danielli i wyjścia na miasto. Moja szczęśliwa rodzinka w 2/3 wróciła do domu, a z dołu dochodzi zapach odgrzewanego jedzenia. Zdecydowanie, kupna kolacja z siostrą i mamą nie wydaje mi się najlepszą ofertą i mam nadzieję, że Dan mnie uratuje. Jakoś. 
    - Katerino! - usłyszałam krzyk z dołu. 
Wywróciłam oczami, podnosząc się powolnie z łóżka. Poprawiłam kołdrę i wsunęłam stopy w kapcie, po czym ruszyłam w stronę jadalni z której dobiegał krzyk matki.
   - Już idę! - krzyknęłam, kiedy zamknęłam drzwi swojego pokoju.

   - Co robiliście dzisiaj w szkole? - zapytała matka.
   Na kolację było spagetti z paczki. Nawinęłam na widelec nitkę makaronu, mijając mięso, którego za nic bym nie tknęła, nawet jakby mnie torturowali. 
   - Nie robiliśmy wiele. To dopiero pierwszy dzień, mamo.
   - Wiem... Właściwie, oni was wiele nie nauczą. Może jednak przemyślałabyś zajęcia dodatkowe w domu? Wiesz przecież, że nauka i wykształcenie są teraz najważniejsze.
   - Tak, wiem, ale nie mam na to czasu. Muszę odrabiać zadania, a w samej szkole spędzam po osiem godzin. Chce mieć też trochę swojego życia...
   Błagam, Daniella, bądź już. 
Zacisnęłam powieki, wkładając do ust widelec z makaronem. 
   - Liceum publiczne jest do bani - wtrąciła Nadia. 
   - Nadia, prosiłam, żebyś nie używała takiego słownictwa. Po prostu ich poziom jest niski, a młodzież bywa ciężka.
   - Ona ma trzynaście lat, nie tresuj jej jak psa. Do bani, to nie żadne przekleństwo, ani brzydkie słowo... - stanęłam w jej obronie, sama nie wiem czemu.
Może dlatego, że matka przesadza? I tak odebrała nam obu całe dzieciństwo.
   - Katerina, a pro po. Mam do Ciebie ogromną prośbę.
   - Jaką? - zapytałam.
   - Jedna z naszych modelek się rozchorowała... Potrzebujemy kogoś, kto zaprezentuje jej strój. Dostałabyś za to wynagrodzenie.
   Głośno westchnęłam.
   - Jestem za gruba na modelkę. I zbyt niska. Proszę Cię. 
   - Jak założysz nieco wyższe szpilki niż inne modelki, nie zwrócą uwagi. A poza tym, nie jesteś gruba. W tym pokazie idą tylko modelki z rozmiarem 38 i 40. 
   - Kiedy ten pokaz? - zapytałam. Mama uśmiechnęła się z satysfakcją, zapewne traktując sprawę jako z góry wygraną. Powstrzymywałam się od wywrócenia oczami. 
   - Za tydzień. Pójdziesz?
   - Dam Ci odpowiedź, jak wrócę.
   - A gdzie idziesz? - zapytała. 
   - Nie wspominałam Ci? Daniella ma problemy z rosyjskim, chce jej trochę pomóc i ją poduczyć.  Mogę? Jutro rano pójdę od niej do szkoły.
   - Ale bądźcie grzeczne. Jej rodzice będą w domu? 
   - Oczywiście, mamo. Dać Ci numer Jej telefonu domowego?
   - Ufam Ci, Kat. Mam nadzieję, że mnie nie zawiedziesz. 
   I w tamtym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi. Mama skinęła mi tylko głową. Plecak z 'książkami na jutro' leżał pod drzwiami, więc nie musiałam się po niego cofać. 
   - Do zobaczenia - odparłam na odchodne i ruszyłam w stronę drzwi. Otworzyłam je, narzucając na ramiona cienką kurtkę. Zarzuciłam plecak na plecy i wyszłam.
   - Na prawdę idziesz w tym? - zapytała Dan, wodząc wzrokiem po moim ubiorze.
Miałam na sobie ciemnobrązową skórzaną spódnicę do kolan i białą koszulę, zapiętą pod samą szyję. Jedynie na nogach miałam wysokie czarne obcasy.
   - Zwariowałaś? Mój strój mam pod tym, przecież nie wyjdę z domu w mini. Moja mama nawet nie wie, że coś takiego  mam.
   - To dziwne, puszcza Cie w pokazach bielizny, a jak wyjdziesz skąpo ubrana na miasto, mogłaby Cie zabić.
   - Widzisz, taka jest. Idziemy po Riss?
   - A ten Twój warunek? - zapytała.
   - Właśnie. - stanęłam i spojrzałam na nią - musisz powiedzieć, czy się zgadzasz, czy nie.      Przedstawię Ci go na miejscu.
   - Mam się zgodzić na niewiadome?
   - Przecież lubisz podejmować ryzyko? - wywróciła oczami.
   - Zgadzam się?
   - To dobrze. Chodźmy. - uśmiechnęłam się szeroko.
   Kiedy minęłyśmy zakręt, idąc zaczęłam ściągać ocieplaną skórzaną spódnicę.

Daniella's P.O.V;
01 września 2014 roku - poniedziałek
godz: 20:30

  Po piętnastu minutach Klarissa wyszła z łazienki, ubrana w czarną, skórzaną sukienkę do mniej niż połowy uda, na nogach miała czarne szpilki i białą kopertówkę.
  - Wyglądasz jak pani spod latarni. - wypaliłam.
  - Tak, to ja. - zaśmiała się i wskazała wzrokiem mój strój. - Ale ty wyglądasz nie lepiej.
Przewróciłam oczami i spojrzałam w lustro wiszące w przedpokoju.
  Ubrana byłam w wrzosową sukienkę na ramiączkach do kolan i wysokie czarne szpilki z ćwiekami przy obcasach. W ręku trzymałam swoją ulubioną, czarną, skórzaną kurtkę.
  Gdy wyszłyśmy na ulicę, przejechał obok nas czarny mercedes, który na nasz widok zwolnił i wychylił się z niego mężczyzna ok. trzydziestki.

  - Ile bierzecie za godzinę? - zapytał.
  - Na pewno nie będzie Cię stać. - odparowałam.
  Byłyśmy przyzwyczajone do traktowania nas jak dziwki. A to wszystko dzięki Klarissie...
  - Nawet nie podałyście ceny.. - zauważył, zapewne rozczarowany.
Kat przewróciła oczami.
  - Nie musimy. I tak wiemy, że Cię nie stać.
  - Do widzenia. - dodała Riss i śmiejąc się ruszyłyśmy w stronę naszego ulubionego klubu.
  Przez całą drogę, zżerała mnie ciekawość, na myśl o "warunkach" Kateriny. Szczerze? Nie mogłam się już doczekać.
  - Czekajcie chwilę. - powiedziała Riss.
Spojrzałyśmy na Nią nic nie rozumiejąc.
  - Wstąpmy do sklepu. - wyszczerzyła zęby.
Wywróciłam oczami i ruszyłam za Kateriną, która rozejrzała się dookoła, a upewniwszy się, że nikt na Nią nie patrzy, wyrzuciła brązową spódnicę w krzaki.
  Już po chwili wchodziłyśmy do sklepu, ściągając spojrzenia klienteli, zwłaszcza części męskiej. Zaś kobiety, patrzyły na nas i kręciły głową nie dowierzając. Zapewne myślały: " Jak takie młode dziewczyny mogą się tak staczać na złą drogę? ".
  - Riss - syknęłam Jej do ucha. - Nie szalej. Nie mam zamiaru wiać przed psiarnią.
Skinęła głową i dla zmyłki wzięła koszyk.
  Weszłyśmy między regały. Zaczęłyśmy oglądać produkty, dyskretnie szukając kamer. Znalazłam jedną, ukrytą w kącie sufitu.
  - Idziemy.
Katerina pociągnęła mnie za ramię w stronę wyjścia. W ostatniej chwili z półki wzięłam snickersa i podeszłam do lady, bo ochrona sklepu wpatrywała się w nas jak w wprawione złodziejki, którymi zresztą jesteśmy.
  Uśmiechnęłam się na samą myśl. Dziwka, złodziejka.. kto jeszcze?
  Zapłaciwszy, uśmiechnęłam do sprzedawczyni, która pokręciła głową zniesmaczona i dołączyłam do dziewczyn, które już dawno wyszły ze sklepu.
  - Co wzięłaś? - spytałam szeptem. Klarissa spojrzała na mnie i uchyliła swoją kopertówkę, pokazując trzy Izzy (drinki).
Uniosłam lewą brew.
  - Ciekawa jestem jak udało Ci się to wepchnąć do środka.
  - Mam swoje sposoby. - rzuciła tajemniczo.
  Katerina wywróciła oczyma i ruszyła w stronę klubu. Podążyłyśmy za Nią. W milczeniu, po dziesięciu minutach dotarłyśmy do najlepszego klubu nocnego w Moskwie.
  Wyciągnęłyśmy fałszywe dowody osobiste, które przed śmiercią, załatwił nam mój tato i pokazałyśmy ochroniarzowi. Całkiem przystojnemu ochroniarzowi.
  - No? - zwróciłam się do Kateriny. - Jaki jest Twój warunek? Jestem gotowa na wszystko.

Katerina's P.O.V
01 września 2014 roku - poniedziałek
godz: 21:00

   - Jezu, dziewczyno, nie pali się. Dowiesz się za chwilę. - uśmiechnęłam się do niej.
Wewnątrz budynku panował potworny zaduch i smród papierosów i alkoholu, do którego zapewne się przyzwyczaję. Po chwili, nie teraz. 
Nabrałam do płuc powietrza i ruszyłam przed siebie, przebijając się przez tłum pijanych ludzi. 
   - Idziecie? - odwróciłam się w stronę Dan i Riss. Skinęły głowami, patrząc na siebie znacząco. Nie mogłam przestać się uśmiechać.
Nie odwracałam się, wiedziałam, że idą za mną, a ja podążałam do barku, na którym stała taca z Jello-shots (galaretki z alkoholem) i kolorowe drinki. Chwyciłam trzy galaretki uśmiechając się do barmana.
   - Na koszt firmy? - uśmiechnęłam się. 
Przez chwilę milczał, ale skinął potakująco głową. Posłałam mu najlepszy uśmiech na jaki było mnie stać i odwróciłam się, rzucając kubeczkami do Riss i Dan, które z ledwością je złapały. 
Weszłam w tłum tańczących ludzi, dołączając do nich. Miałam wielką ochotę się upić i podenerwować trochę moje towarzyszki.
   Nie chciałam, żeby zauważyły cokolwiek, ale wiedziałam, że kawałek dalej jest scena z rurą i tancerzami - męskimi i damskimi. A jeśli się im zapłaci, zrobią co tylko zechcesz.
Tańczyłam, przesuwając się coraz bardziej, wtapiając w coraz większe grupki ludzi, aż nie rozkojarzyłam na tyle Danielli i Klarissy, żeby straciły mnie z oczu.
Opuściłam włosy na twarz i szybko podbiegłam za scenę, do tancerzy, przygotowujących się do erotycznego tańca.
    - Cześć odparłam.
    - Tancerka? - zapytała jedna z dziewczyn, ubrana w kostium króliczka składający się z różowej bielizny, kamizelki, uszu i ogonka.
Pokręciłam przecząco głową.
    - Klientka.
Rozejrzałam się dookoła w poszukiwaniu kogoś, kto nadawał by się do mojego planu. Zauważyłam mężczyznę i kobietę.
On, był bardzo wysoki, miał spokojnie metr dziewięćdziesiąt i ciemne blond włosy. Był seksowny - nie, to zbyt mało powiedziane. To był idealny mężczyzna do seksu. Nadawał się. Dziewczyna również była wysoka, przebrana za diablicę.
    - Ile chcecie za wciągnięcie jednej dziewczyny do waszego tańca? - zapytałam podchodząc do  nich.
Spojrzeli się znacząco na siebie.
   - Dwieście.
   - Nie ma problemu - uśmiechnęłam się szeroko. - Chodźcie, pokaże wam ją.
   Ruszyła za mną jedynie dziewczyna. Wyciągnęłam z kopertówki portfel i wręczyłam jej odliczoną sumę, którą włożyła sobie do biustonosza.
   - Tam - odparłam - brunetka, sukienka do kolan, wrzosowa.
   - Widzę ją - odparła. - niespodzianka?
   -  Tak. Może być zaskoczona. Nie przerywajcie - uśmiechnęłam się do niej.
   - Jasne.
   Weszła z powrotem za scenę. Przed nimi, tańczyła jeszcze jakaś dziewczyna, aż w końcu zauważyłam ich. Zaczęli kręcić się wokół rury, całując i dotykając, pozbawiając coraz to kolejnych ubrań.
Wtedy chłopak spojrzał znacząco w stronę Danielli i Klarissy, gestem, pokazując, żeby podeszły. Daniella znacząco pokręciła głową. Chłopak zeskoczył ze sceny i ruszył w ich kierunku. Większość gapiów przestała tańczyć i robić co robili, obserwując sytuację.
Chłopak przerzucił sobie piszczącą Daniellę przez ramię i ruszył w stronę sceny. Bez najmniejszego problemu wskoczył z nią na sceną i posadził na krześle. Jej mina była bezcenna, zdecydowanie warta dwustu rubli. Jej oczy wyglądały jak spodki. Siedziała sztywno na krześle, kiedy mężczyzna stanął nad nią i bez pośrednio, zasłonięty jedynie skąpymi bokserkami zaczął wymachiwać swoją męskością przed jej twarzą, nachylając się, muskał ustami i lizał jej twarz.
W pewnym momencie, złapał ją w pasie, podnosząc, przysunął ją tyłem do siebie i zaczął nią kierować. Dziewczyna podeszła do nich, stając przed nią. Wszyscy stykali się swoimi ciałami. Nawet nie zauważyłam, kiedy chłopak zaczął zsuwać sukienkę Dan. Cudem powstrzymywałam się, żeby nie wybuchnąć śmiechem. Powiedział coś do niej na ucho, po czym popchnął ją na ziemię i tym razem okrakiem nad nią stanęła dziewczyna. Sukienka Danielli przerwała się i leżała pod nią, pokazując jej nagi brzuch i czarną koronkową bieliznę. Dziewczyna wypięła tyłek do publiki i zaczęła toczyć na brzuchu i szyi Danielli mokre strużki, przygryzając jej skórę. Po chwili gwałtownie szarpnęła nią i doskoczyła do rury. Po paru piruetach na niej, pokaz dobiegał końca. A taka szkoda...
Kiedy skończyli, a światła się zmieniły krzyknęłam donośnie i zaczęłam klaskać, biegnąc do sceny. Zapewne wyglądałam jak jakaś wariatka, ale nie obchodziło mnie to. Klaskałam i piszczałam. Gdybym była lesbijką w tym momencie pocałowałabym Daniellę. Niestety, pozostało mi ją uściskać.
    - Ty wredna suko - warknęła.
    - Kocham Cię, kochanie. Moja maleńka, dzielna, zuch dziewczyna.

Daniella's P.O.V;
01 września 2014 roku - poniedziałek
godz: 22:00


  Odepchnęłam od siebie Katerinę, przez co wpadła na chłopaka, który zaciągnął mnie tutaj. Publiczność aż zaryczała z uciechy.
  Schodząc, owinęłam się swoją podartą sukienką, ale nawet nie doszłam do baru, gdy dopadł mnie ten sam chłopak i zaciągnął do garderoby.
  - Czego chcesz, męska dziwko?! - warknęłam, gdy zamknął za nami drzwi. - Podziękować mi?!
Chłopak zaśmiał się i założył ciemno zielone, wąskie spodnie.
  - To też. - po czym wyciągnął do mnie rękę ze słowami: - Dymitr, jestem.
Wytrzeszczyłam na Niego oczy.
  - Głowa nie boli? - palnęłam, czując jak palą mnie policzki.
Chłopak wybuchnął śmiechem i jednym ruchem przyciągnął mnie do siebie.
  - Z głową wszystko w porządku.
Dla potwierdzenia swoich słów, poklepał się po niej.
  - Chciałem ci powiedzieć, że nawet niezły byłby z nas duet. - rzucił, muskając ustami moją szyję i obojczyk.
  Odepchnęłam Go od siebie i oddaliłam się pod przeciwległą ścianę, wiedząc, że żeby dopaść wyjścia będę miała problemy.
  - Nie dziękuję. Mogę być uważana za dziwkę, ale nigdy nie zamierzałam nią zostać.
Owy Dymitr przewrócił oczyma, najwyraźniej zniecierpliwiony i niezadowolony moim zachowaniem.
  - Tancerka erotyczna, a dziwka to nie to samo, moja maleńka. - zwrócił się do mnie, dokładnie takimi samymi słowami, co Katerina.
  - No wiesz, ja znowu taka maleńka to nie jestem. - powiedziałam, mając na myśli swój wzrost.
  - Nie odbiegaj od tematu. - poprosił, zbliżając się do mnie. - Pomyśl tylko, jaka to niezła praca. Wchodzimy na godzinę na scenę, trochę się poliżemy, a kasa leci do kieszeni.
Pokręciłam przecząco głową i przełknęłam ślinę, ponieważ zbliżył się do mnie na niebezpieczną odległość.
  - Nie podchodź. - warknęłam ostrzegawczo.
  - Musisz to przyznać, nie było tak źle. - skrzyżował ramiona na nagim torsie.
Nabrałam powietrza do płuc, zachłystując się nim.
  - Może i było fajnie, ale to nie robota dla mnie. - odparowałam. - A teraz, dziękuję za propozycję pracy, ale nie skorzystam, więc możesz mnie już wypuścić.
Ruszyłam w stronę drzwi, gdy złapał mnie za ramię i przyciągnął do siebie, dźgając swoją męskością, pocałował mnie namiętnie.
  Gdy skończył, wypuścił mnie, ale cały czas trzymając za rękę, napisał coś na kartce i podał mi ją.
  - Jeżeli zmienisz zdanie, znajdziesz mnie pod tym numerem. - zamruczał, ostatni raz muskając moje usta. - Ciao, Bella!
 
A następnie wypchnął mnie za drzwi.
  Szybkim krokiem, zapominając o szpilkach i o rozdartej kiecce, ruszyłam w stronę baru, gdzie stały rozbawione Klarissa i Katerina.
  - Katerino! - wrzasnęłam. Odwróciła się w moją stronę, już lekko wstawiona.
  - Tak, moja maleńka? - spytała, uśmiechając się słodko.
Podeszłam do Niej i uściskałam bardzo mocno.
  - Chciałam Ci podziękować za zafundowanie mi tak wspaniałego przeżycia. - powiedziałam, uśmiechając się szeroko.
  Zamrugała oczami, nie dowierzając.
  - Naprawdę?
  - Naprawdę, naprawdę. - przytaknęłam. - Przynajmniej wiem, że nie chcę zostać tancerką erotyczną, ale przeżycie super.


niedziela, 21 grudnia 2014

Rozdział 1

Daniella's P.O.V;
01 września 2014 roku - poniedziałek
godz: 8:00
   Gdyby nie fakt, że dzwoniący budzik, to moja komórka, już dawno rzuciłabym nim o ścianę. Przetarłam oczy, wyciągając rękę, szukałam telefonu na stoliku. Wyłączyłam go i przewróciłam się na plecy, wpatrując w biały sufit, na którym znajdowały się świecące w nocy gwiazdki. Skrzywiłam się. Mówiłam mamie, że potrzebny mi jest remont pokoju, ale nie - Ona ma ważniejsze sprawy. Na przykład takie jak "okiełznanie" swojego nowego faceta.
   Westchnąwszy, wstałam i na bosaka podeszłam do okna. Odsłoniłam zasłony i natychmiast przywitały mnie ostatnie, wrześniowe promienie słońca, ogrzewając moją skórę.
   - Witaj słoneczko. - wymamrotałam, wpatrując się w park, który jest dobrze widoczny z mojego pokoju.
   Popatrzyłam jeszcze chwilę, jak sąsiadka z góry rzuca swojemu psu patyk, po czym odeszłam od okna i skierowałam się w stronę drzwi, po to, by spotkać się z moją mamą.
   - A ty jeszcze nie gotowa? - zdumiała się, widząc mnie w piżamie, z potarganymi włosami.
   - A na co mam być gotowa? - mruknęłam, przystając jakieś dwa metry od Niej.
Mama przewróciła wymownie oczami i postukała paznokciem w kalendarz, który wisi obok drzwi.
   - Koniec wakacji, moja droga. - roześmiała się, widząc moją przerażoną minę. - Masz, kupiłam ci sukienkę na rozpoczęcie.
   Rzuciła we mnie torbą z ubraniem i wyszła z pokoju, śmiejąc się pod nosem - pewnie ze mnie.

   Postałam jeszcze chwilę, aż w końcu zajrzałam do pakunku i wyciągnęłam długą do kolan, białą sukienkę z szmaragdowymi elementami ozdobnymi. Jęknęłam. Nie ma to jak matka, która najchętniej zrobiłaby z ciebie słodką idiotkę w koronkach.
Rzuciłam suknię na łóżko i podeszłam do szafy, by wyciągnąć z niej czystą bieliznę i czarne szpilki, które ułożyłam starannie na łóżku.
  Z ociąganiem powlokłam się do łazienki, która jakimś cudem była pusta.
   - Chce ktoś skorzystać?! - krzyknęłam w głąb mieszkania. Nikt mi nie odpowiedział, co uznałam za co najmniej dziwne. Zazwyczaj z Irminą się wykłócamy o to, która zajmie toaletę pierwsza, ale dzisiaj prawdopodobnie wstała wcześniej.

  Zdjęłam z siebie piżamę i weszłam pod prysznic, odkręcając gorącą wodę, zaczęłam się nią polewać, co od razu zaczęła mnie rozbudzać i odprężać.
Po umyciu włosów, swoim ulubionym szamponem o zapachu kwiatu pomarańczy, zakręciłam wodę i wyskoczyłam spod prysznica, jednocześnie owijając się ręcznikiem. Moje wilgotne stopy ślizgały się na kafelkach, kiedy przechodziłam przez odcinek dzielący mnie od lustra. Stanęłam przed nim i wytarłam włosy, a następnie je rozczesałam i wysuszyłam. Zrezygnowałam z makijażu, co robiłam od ostatniego tygodnia, uznawszy, że z naturalną urodą prezentuję się równie dobrze.
  Wróciłam do pokoju i założyłam na siebie sukienkę, a szpilki wzięłam w rękę i poszłam do kuchni, gdzie siedziały mama i Irmina.
   - Dzień dobry, siostrzyczko. - przywitała mnie z tym swoim fałszywym uśmieszkiem.
Wykrzywiłam się w ironicznym uśmiechu.
   - Dzień dobry, kochana rodzinko.
   Mama i Ona najwyraźniej nie wyczuły sarkazmu w słowach, które wręcz z siebie wyplułam, więc usiadłam przy stole, daleko od nich.
   - Masz. - mama podsunęła mi pod nos miskę z płatkami śniadaniowymi. - Najedz się. Za półtorej godziny zaczynasz ostatnią klasę liceum.
   Krzywiąc się, sięgnęłam po łyżkę i w milczeniu zaczęłam jeść, podczas gdy mama nadawała o tym jak to bardzo jest wzruszona tym, że Jej najmłodsza córeczka będzie w tym roku pisała maturę. Ja jakoś się z tego nie cieszyłam. To jest więcej niż pewne, że położę matematykę.
   - Mamo. - wtrąciła Irmina. - Daj jej spokój. Niech się nie stresuje, bo jeszcze ucieknie z tego rozpoczęcia. Znowu.
Uśmiechnęłam się pod nosem.
  Rok temu, tak się zestresowałam nadchodzącym rokiem szkolnym, że zamiast do szkoły, poszłam do klubu i upiłam się tak, że wróciłam dopiero na drugi dzień wieczorem, jeszcze nie do końca trzeźwa. Wtedy, mama zwyzywała mnie od najgorszych i kazała mi "iść do diabła". Z opowiadań wiem, że roześmiałam Jej się w twarz i powiedziałam, "nigdy nie mów nigdy, mamusiu". Nie rozmawiałyśmy ze sobą prawie trzy tygodnie.
  Zerknęłam na mamę i na Irminę, które zażarcie o czymś dyskutowały, na mnie kompletnie nie zwracając uwagi.
   - O czym rozmawiacie? - spytałam, wybijając je z rytmu rozmowy.
   - O twojej edukacji. - oparła Irma.
Zmarszczyłam czoło.
   - A co z nią nie tak?
  Irmina przewróciła oczami z wyraźną irytacją.
   - Stać cię na lepsze oceny, niż te, które dostajesz.
  No, nie. Znowu się zacznie gadka typu "stać cię na więcej, niż to pokazujesz".
   - Najwidoczniej mnie nie stać. - odpowiedziałam opryskliwie, wstając od stołu.
   - Daniella! - zawołała matka. - Jak ty się odnosisz do swojej siostry? Siadaj natychmiast i Ją przeproś!
   Spojrzałam na swoją rodzicielkę jak na kosmitkę i odwróciłam się na pięcie. Wychodząc z kuchni, usłyszałam jak Irmina mówi:
   - Doprawdy, w kogo ona się wdała. Złośliwa, arogancka, a na dodatek słabo się uczy.
   Cóż, to już nie Twoja sprawa, siostrzyczko. Uczę się dla siebie, nie dla Ciebie. A charakter? Za pewne po tatusiu. Szkoda tylko, że Go z mamą wykończyłyście psychicznie i się zabił.
  Poszłam po telefon, słuchawki do uszu i wyszłam, narzucając na ramiona czarną, skórzaną kurtkę. Skierowałam się w stronę liceum do którego chodzę trzy lata, w którym nabawiłam się największych wrogów i gdzie poznałam najlepszych ludzi.

Katerina's P.O.V; 
01 września 2014 roku - poniedziałek
godz: 9:00


   Usłyszałam znaną melodię amerykańskiej piosenki. Zerwałam się gwałtownie z łóżka mrużąc oczy. Sen, jaki mi się śnił, rozkojarzył mnie kompletnie i z cudem poznawałam swój własny pokój. Krwistoczerwone (och, ironio) ściany i pełno obrazów i plakatów Amerykańskich miast, które nieco mnie uspokajały. Znów śniło mi się to samo. Ja, w krótkiej białej sukience, idąca przez polanę porośniętą soczysto zieloną trawą. Polana prowadziła do lasu, w którego stronę zmierzałam. Kiedy do niego jednak weszłam, zauważyłam mnóstwo zwierzęcych ciał, brudnych od krwi, po rozszarpywanych. Małe wiewiórki, sarny, lisy, wilki... Wszystkie martwe. Ich ciemne, puste oczodoły, powyrywana sierść leżąca kłębami naokoło. A pomiędzy tym migoczące twarze, których nigdy wcześniej nie widziałam, ale mimo to wydawały się znajome.
   Wzdrygnęłam się na samo wspomnienie. Dzisiaj jest pierwszy dzień szkoły, muszę wyglądać na wypoczętą i pewną siebie.
Nie mogę pokazać słabości, bo inni ją zauważą. I wykorzystają. 
Wstałam z łóżka i przeciągnęłam się, poprawiając podkoszulek, którego ramiączko opadło. Przetarłam dłonią oczy i podeszłam do półki z kosmetykami, nad którą wisiało lustro. Przeczesałam przed nim włosy, przeglądając się przez dłuższą chwilę, po czym ruszyłam do łazienki wykonać poranną toaletę. Jak zwykle, w domu  nikogo nie było, panowała w nim niesamowita cisza, a on sam sprawiał wrażenie jakby zaklętego. 
Stanęłam przed lustrem wyciągając szczoteczkę do zębów, nałożyłam na nią pastę. Miałam podkrążone oczy i spierzchnięte usta. Wyglądałam koszmarnie. Ale w końcu, po co wymyślono kosmetyki? Skończyłam się myć i pobiegłam do pokoju, spoglądając na godzinę. Pozostało niewiele czasu do rozpoczęcia, ale pracownicy placówki chyba przyzwyczaili się do mojego spóźniania się. Usiadłam przed lustrem i nałożyłam na twarz delikatny podkład, po czym pomalowałam się czarno-szaro-białymi cieniami do powiek, tuszem do rzęs, a usta pomalowałam najpierw błyszczykiem, potem jasnoczerwoną szminką. Wyglądałam lepiej, ale nie idealnie. W sumie, kiedy ja wyglądałam idealnie?
Na szybko wsunęłam na siebie czarną mini ze złotymi wstawkami, a na nogi wsunęłam również czarne szpilki i chwyciłam kopertówkę, po czym ruszyłam w stronę schodów.
Moje kroki rozchodziły się po wnętrzu, jeszcze bardziej mnie niepokojąc. Poruszałam się na prawdę szybko i sprawnie, byleby znaleźć się na zewnątrz, pomiędzy ludźmi. Szkoła, cóż, niekoniecznie była moim marzeniem, ale w domu nie usiedzę ani chwilę dłużej. Nie po tym śnie, nie kiedy śni mi się już od dwóch tygodni.
Kiedy przekroczyłam próg mieszkania, wychodząc na ganek, moją skórę połaskotały ciepłe promienie słońca. Nabrałam do płuc haust świeżego powietrza i wyciągnęłam z torebki telefon, idąc do przodu. Wybrałam numer Klarissy, znajomej z  klasy, ale nie odebrała, co znaczyło, że albo zapomniała, że dzisiaj pierwszy, albo wczoraj zabalowała. No, albo zgubiła telefon.
Czyli czeka mnie długa droga komunikacjami miejskimi w ciszy.

Daniella's P.O.V;
01 września 2014 roku - poniedziałek
godz: 9:50


   Opierając się niedbale o ścianę obserwowałam ludzi, spieszących się przed pierwszym dzwonkiem, gdy moją uwagę przykuł pewien chłopak o czarnych włosach, wysokiej postury
, który rozglądał się dookoła i przemykał pod ścianami, zapewne nie chcąc być zauważonym.

  Gdy tak Mu się przyglądałam, zadzwonił dzwonek i do sali wkroczyła dyrektorka i reszta elity szkolnej.
  - Aristov! - syknęła wychowawczyni, która stanęła blisko mnie.
  Obrzuciłam Ją obojętnym wzrokiem z złośliwym uśmieszkiem.
  - Tak, psorko? - zaćwierkałam, słodko mrugając oczami.
  - Zachowuj się i stań prosto.
   W odpowiedzi przewróciłam oczami i dalej się opierałam, co więcej, założyłam słuchawki na uszy i nastawiłam muzykę na full.
   Nie zwracając uwagi na nauczycielkę, ponownie spojrzałam na tajemniczego chłopaka, który stał w kącie i obserwował wszystkich dookoła. W pewnym momencie, gwałtownie odwrócił głowę w moją stronę i zmrużył oczy, uśmiechając się dwuznacznie.
  Zmarszczyłam brwi, nie wiedząc o co Mu chodzi. Widząc moją zdziwioną minę, kiwnięciem głowy, dawał mi do zrozumienia, że mam się odwrócić. Posłuchałam Go, czego żałuję.
  Katerina Udinov, "przyjaciółka od imprezowania", chlusnęła mi w twarz zimną wodą mineralną. Krzyknęłam i odskoczyłam do tyłu, i potykając się o krzesła, wyłożyłam jak długa. Ocierając twarz, spojrzałam na złośliwie uśmiechniętą dziewczynę.
  - Szmata. - syknęłam, podnosząc się.
  - Daniello Aristov i Katerino Udinov! - zagrzmiała dyrektorka. Obejrzałyśmy się na Nią.
  - Tak, pani dyrektor?
  - Wasze zachowanie jest karygodne! - mówiła podniesionym głosem, czerwona na twarzy. - Po inauguracji, chcę was widzieć u siebie w gabinecie!
   Katerina wzruszyła ramionami, na co przewróciłam oczami i schyliłam się, by pozbierać słuchawki i telefon.
  - Bo na pewno mnie zobaczysz. - wymamrotałam pod nosem i oparłam się o ścianę, z ciekawością spoglądając na owego chłopaka. Teraz śmiał się pod nosem. - Niech no ja Cię tylko dostanę w swoje ręce..
  - Mówiłaś coś?
Katerina patrzyła na mnie z szyderczym uśmieszkiem.
  - Co Ty tu robisz? - odpowiedziałam pytaniem.
   Ta przewróciła oczami.
  - Jestem na rozpoczęciu? - odparowała.
  - To widzę. Dziwi mnie tylko, że przyszłaś. - po czym uśmiechnęłam się sarkastycznie i
dodałam: - Nie powinnaś być w klubie?
  - Przestańcie rozmawiać! - huknęła na nas nauczycielka, stojąca najbliżej.
  - A kiedy mamy porozmawiać, jak nie teraz? - odpyskowała Katerina, po czym nachyliła się i dokończyła szeptem: - Po rozpoczęciu zwiewamy do klubu, zwijając po drodze Klarissę.



Katerina's P.O.V; 
01 września 2014 roku - poniedziałek
godz: 9:30

   To jest już mój drugi rok w tej szkole, mimo to nadal zastanawiam się, jak mogłam się na to zgodzić. Już to, że zrezygnowałam z nauczania domowego i przyszłam tutaj, w sam środek buszu młodzieżowego był czymś, graniczącym z cudem. To, że Danielli udało się mnie przekonać i na ten rok... To już był cud. Mogłabym teraz robić wiele innych rzeczy, iść na zakupy, ugotować sobie coś smacznego na śniadanie, czy jeszcze spać, albo bawić się na jakiejś dobrej imprezie, ale zamiast tego, wylądowałam na boisku przed publicznym liceum, na rozpoczęciu roku, słuchając wywodów nauczycieli.
    - Ej, Udinov, niezła kiecka, ale nie za długa jak na Twój gust? - usłyszałam męski głos, dochodzący zza mnie.
    - Dzisiaj pożyczyłam kieckę mamy. - odparłam z sarkazmem. 
   Dość tego. Czas poszukać Dan, skoro ona mnie tu sprowadziła, musi pożałować.
Zaczęłam przepychać się, przez zbierających się dookoła uczniów, w stronę wejścia do budynku. Przystanęłam na schodku i wyjęłam z torebki niedużą butelkę czystej wody, z którą się nie rozstawałam, po czym na podwyższeniu zaczęłam jej wypatrywać w tłumie głów. 
W końcu ją dostrzegłam. Zeskoczyłam ze schodka, zapominając o obcasach i zaczęłam szybkim krokiem iść do niej. Kiedy się zbliżałam, zwolniłam, przyciskając dłoń z odkręconą butelką do uda. Uśmiechnęłam się do siebie mimowolnie, po czym uniosłam butelkę, akurat w momencie, kiedy Dan się odwracała. Woda chlusnęła na nią, a jej mina, kiedy to się stało była bezcenna. Po jej twarzy, włosach i sukience spływały krople wody, a ja nadal stałam przed nią, uśmiechając się, patrząc jak sztywno stoi i dygocze.
    - Szmata. - syknęła.
***
Kiedy weszłam do tej szkoły moja reputacja była już dosyć zła, przez samo zadawanie się z Klarissą Popovą i Daniellą Aristov, które znane były z... cóż, nie wierzenia w seks przedmałżeński. Po prostu były uważane za łatwe, puszczalskie, puste imprezowiczki, a ja byłam kojarzona z nimi. Klarissa nie raz swatała mnie z jakimiś chłopakami, Daniella raczej miała tą opinię także dzięki Riss. Ale i tak dowiadywałam się, że mimo iż nie dałam, przemili panowie chwalili się w szkole, że im dałam. I tak stałam się sławna, zanim mnie zobaczyli.
   Właśni dlatego mój pierwszy dzień tutaj był gorszy niż jakikolwiek inny dzień w moim życiu, a moja szafka do teraz przyozdobiona jest różnymi cudnymi napisami. 
Westchnęłam głośno. "Suka" "Szmata" "Dziwka" "Niby nie jesteś taka dobra" i tym podobne... Nie stać ich na nic lepszego? Klarisso, bądź, bo nie chce tu być nawet chwili dłużej.
Odwróciłam się, rozglądając dookoła. Zauważyłam w rogu grupkę dziewczyn, które nawet nie kryły się z tym, że rozmawiają o mnie. Uśmiechnęłam się i pokiwałam im.
    - Autograf też chcecie? - krzyknęłam.
   Oby Dan miała więcej szczęścia w poszukiwaniach.

Stanęłam przed wejściem do szkoły, dokładnie minutę przed wyznaczonym czasem. Trzy minuty przed dzwonkiem na pierwszą lekcję.
    - Nigdzie jej nie ma! - krzyknęła Dan już z oddali, dobiegając do mnie.
    - No to udawaj, że jesteśmy grzeczne i teraz się nie zrywamy - mruknęłam do niej.