Daniella's P.O.V;
01 września 2014 roku - poniedziałek
godz: 8:00
01 września 2014 roku - poniedziałek
godz: 8:00
Gdyby nie fakt, że dzwoniący budzik, to moja komórka, już dawno rzuciłabym nim o ścianę. Przetarłam oczy, wyciągając rękę, szukałam telefonu na stoliku. Wyłączyłam go i przewróciłam się na plecy, wpatrując w biały sufit, na którym znajdowały się świecące w nocy gwiazdki. Skrzywiłam się. Mówiłam mamie, że potrzebny mi jest remont pokoju, ale nie - Ona ma ważniejsze sprawy. Na przykład takie jak "okiełznanie" swojego nowego faceta.
Westchnąwszy, wstałam i na bosaka podeszłam do okna. Odsłoniłam zasłony i natychmiast przywitały mnie ostatnie, wrześniowe promienie słońca, ogrzewając moją skórę.
- Witaj słoneczko. - wymamrotałam, wpatrując się w park, który jest dobrze widoczny z mojego pokoju.
Popatrzyłam jeszcze chwilę, jak sąsiadka z góry rzuca swojemu psu patyk, po czym odeszłam od okna i skierowałam się w stronę drzwi, po to, by spotkać się z moją mamą.
- A ty jeszcze nie gotowa? - zdumiała się, widząc mnie w piżamie, z potarganymi włosami.
- A na co mam być gotowa? - mruknęłam, przystając jakieś dwa metry od Niej.
Mama przewróciła wymownie oczami i postukała paznokciem w kalendarz, który wisi obok drzwi.
- Koniec wakacji, moja droga. - roześmiała się, widząc moją przerażoną minę. - Masz, kupiłam ci sukienkę na rozpoczęcie.
Rzuciła we mnie torbą z ubraniem i wyszła z pokoju, śmiejąc się pod nosem - pewnie ze mnie.
Postałam jeszcze chwilę, aż w końcu zajrzałam do pakunku i wyciągnęłam długą do kolan, białą sukienkę z szmaragdowymi elementami ozdobnymi. Jęknęłam. Nie ma to jak matka, która najchętniej zrobiłaby z ciebie słodką idiotkę w koronkach.
Rzuciłam suknię na łóżko i podeszłam do szafy, by wyciągnąć z niej czystą bieliznę i czarne szpilki, które ułożyłam starannie na łóżku.
Z ociąganiem powlokłam się do łazienki, która jakimś cudem była pusta.
- Chce ktoś skorzystać?! - krzyknęłam w głąb mieszkania. Nikt mi nie odpowiedział, co uznałam za co najmniej dziwne. Zazwyczaj z Irminą się wykłócamy o to, która zajmie toaletę pierwsza, ale dzisiaj prawdopodobnie wstała wcześniej.
Zdjęłam z siebie piżamę i weszłam pod prysznic, odkręcając gorącą wodę, zaczęłam się nią polewać, co od razu zaczęła mnie rozbudzać i odprężać.
Po umyciu włosów, swoim ulubionym szamponem o zapachu kwiatu pomarańczy, zakręciłam wodę i wyskoczyłam spod prysznica, jednocześnie owijając się ręcznikiem. Moje wilgotne stopy ślizgały się na kafelkach, kiedy przechodziłam przez odcinek dzielący mnie od lustra. Stanęłam przed nim i wytarłam włosy, a następnie je rozczesałam i wysuszyłam. Zrezygnowałam z makijażu, co robiłam od ostatniego tygodnia, uznawszy, że z naturalną urodą prezentuję się równie dobrze.
Wróciłam do pokoju i założyłam na siebie sukienkę, a szpilki wzięłam w rękę i poszłam do kuchni, gdzie siedziały mama i Irmina.
- Dzień dobry, siostrzyczko. - przywitała mnie z tym swoim fałszywym uśmieszkiem.
Wykrzywiłam się w ironicznym uśmiechu.
- Dzień dobry, kochana rodzinko.
Mama i Ona najwyraźniej nie wyczuły sarkazmu w słowach, które wręcz z siebie wyplułam, więc usiadłam przy stole, daleko od nich.
- Masz. - mama podsunęła mi pod nos miskę z płatkami śniadaniowymi. - Najedz się. Za półtorej godziny zaczynasz ostatnią klasę liceum.
Krzywiąc się, sięgnęłam po łyżkę i w milczeniu zaczęłam jeść, podczas gdy mama nadawała o tym jak to bardzo jest wzruszona tym, że Jej najmłodsza córeczka będzie w tym roku pisała maturę. Ja jakoś się z tego nie cieszyłam. To jest więcej niż pewne, że położę matematykę.
- Mamo. - wtrąciła Irmina. - Daj jej spokój. Niech się nie stresuje, bo jeszcze ucieknie z tego rozpoczęcia. Znowu.
Uśmiechnęłam się pod nosem.
Rok temu, tak się zestresowałam nadchodzącym rokiem szkolnym, że zamiast do szkoły, poszłam do klubu i upiłam się tak, że wróciłam dopiero na drugi dzień wieczorem, jeszcze nie do końca trzeźwa. Wtedy, mama zwyzywała mnie od najgorszych i kazała mi "iść do diabła". Z opowiadań wiem, że roześmiałam Jej się w twarz i powiedziałam, "nigdy nie mów nigdy, mamusiu". Nie rozmawiałyśmy ze sobą prawie trzy tygodnie.
Zerknęłam na mamę i na Irminę, które zażarcie o czymś dyskutowały, na mnie kompletnie nie zwracając uwagi.
- O czym rozmawiacie? - spytałam, wybijając je z rytmu rozmowy.
- O twojej edukacji. - oparła Irma.
Zmarszczyłam czoło.
- A co z nią nie tak?
Irmina przewróciła oczami z wyraźną irytacją.
- Stać cię na lepsze oceny, niż te, które dostajesz.
No, nie. Znowu się zacznie gadka typu "stać cię na więcej, niż to pokazujesz".
- Najwidoczniej mnie nie stać. - odpowiedziałam opryskliwie, wstając od stołu.
- Daniella! - zawołała matka. - Jak ty się odnosisz do swojej siostry? Siadaj natychmiast i Ją przeproś!
Spojrzałam na swoją rodzicielkę jak na kosmitkę i odwróciłam się na pięcie. Wychodząc z kuchni, usłyszałam jak Irmina mówi:
- Doprawdy, w kogo ona się wdała. Złośliwa, arogancka, a na dodatek słabo się uczy.
Cóż, to już nie Twoja sprawa, siostrzyczko. Uczę się dla siebie, nie dla Ciebie. A charakter? Za pewne po tatusiu. Szkoda tylko, że Go z mamą wykończyłyście psychicznie i się zabił.
Poszłam po telefon, słuchawki do uszu i wyszłam, narzucając na ramiona czarną, skórzaną kurtkę. Skierowałam się w stronę liceum do którego chodzę trzy lata, w którym nabawiłam się największych wrogów i gdzie poznałam najlepszych ludzi.
Westchnąwszy, wstałam i na bosaka podeszłam do okna. Odsłoniłam zasłony i natychmiast przywitały mnie ostatnie, wrześniowe promienie słońca, ogrzewając moją skórę.
- Witaj słoneczko. - wymamrotałam, wpatrując się w park, który jest dobrze widoczny z mojego pokoju.
Popatrzyłam jeszcze chwilę, jak sąsiadka z góry rzuca swojemu psu patyk, po czym odeszłam od okna i skierowałam się w stronę drzwi, po to, by spotkać się z moją mamą.
- A ty jeszcze nie gotowa? - zdumiała się, widząc mnie w piżamie, z potarganymi włosami.
- A na co mam być gotowa? - mruknęłam, przystając jakieś dwa metry od Niej.
Mama przewróciła wymownie oczami i postukała paznokciem w kalendarz, który wisi obok drzwi.
- Koniec wakacji, moja droga. - roześmiała się, widząc moją przerażoną minę. - Masz, kupiłam ci sukienkę na rozpoczęcie.
Rzuciła we mnie torbą z ubraniem i wyszła z pokoju, śmiejąc się pod nosem - pewnie ze mnie.
Postałam jeszcze chwilę, aż w końcu zajrzałam do pakunku i wyciągnęłam długą do kolan, białą sukienkę z szmaragdowymi elementami ozdobnymi. Jęknęłam. Nie ma to jak matka, która najchętniej zrobiłaby z ciebie słodką idiotkę w koronkach.
Rzuciłam suknię na łóżko i podeszłam do szafy, by wyciągnąć z niej czystą bieliznę i czarne szpilki, które ułożyłam starannie na łóżku.
Z ociąganiem powlokłam się do łazienki, która jakimś cudem była pusta.
- Chce ktoś skorzystać?! - krzyknęłam w głąb mieszkania. Nikt mi nie odpowiedział, co uznałam za co najmniej dziwne. Zazwyczaj z Irminą się wykłócamy o to, która zajmie toaletę pierwsza, ale dzisiaj prawdopodobnie wstała wcześniej.
Zdjęłam z siebie piżamę i weszłam pod prysznic, odkręcając gorącą wodę, zaczęłam się nią polewać, co od razu zaczęła mnie rozbudzać i odprężać.
Po umyciu włosów, swoim ulubionym szamponem o zapachu kwiatu pomarańczy, zakręciłam wodę i wyskoczyłam spod prysznica, jednocześnie owijając się ręcznikiem. Moje wilgotne stopy ślizgały się na kafelkach, kiedy przechodziłam przez odcinek dzielący mnie od lustra. Stanęłam przed nim i wytarłam włosy, a następnie je rozczesałam i wysuszyłam. Zrezygnowałam z makijażu, co robiłam od ostatniego tygodnia, uznawszy, że z naturalną urodą prezentuję się równie dobrze.
Wróciłam do pokoju i założyłam na siebie sukienkę, a szpilki wzięłam w rękę i poszłam do kuchni, gdzie siedziały mama i Irmina.
- Dzień dobry, siostrzyczko. - przywitała mnie z tym swoim fałszywym uśmieszkiem.
Wykrzywiłam się w ironicznym uśmiechu.
- Dzień dobry, kochana rodzinko.
Mama i Ona najwyraźniej nie wyczuły sarkazmu w słowach, które wręcz z siebie wyplułam, więc usiadłam przy stole, daleko od nich.
- Masz. - mama podsunęła mi pod nos miskę z płatkami śniadaniowymi. - Najedz się. Za półtorej godziny zaczynasz ostatnią klasę liceum.
Krzywiąc się, sięgnęłam po łyżkę i w milczeniu zaczęłam jeść, podczas gdy mama nadawała o tym jak to bardzo jest wzruszona tym, że Jej najmłodsza córeczka będzie w tym roku pisała maturę. Ja jakoś się z tego nie cieszyłam. To jest więcej niż pewne, że położę matematykę.
- Mamo. - wtrąciła Irmina. - Daj jej spokój. Niech się nie stresuje, bo jeszcze ucieknie z tego rozpoczęcia. Znowu.
Uśmiechnęłam się pod nosem.
Rok temu, tak się zestresowałam nadchodzącym rokiem szkolnym, że zamiast do szkoły, poszłam do klubu i upiłam się tak, że wróciłam dopiero na drugi dzień wieczorem, jeszcze nie do końca trzeźwa. Wtedy, mama zwyzywała mnie od najgorszych i kazała mi "iść do diabła". Z opowiadań wiem, że roześmiałam Jej się w twarz i powiedziałam, "nigdy nie mów nigdy, mamusiu". Nie rozmawiałyśmy ze sobą prawie trzy tygodnie.
Zerknęłam na mamę i na Irminę, które zażarcie o czymś dyskutowały, na mnie kompletnie nie zwracając uwagi.
- O czym rozmawiacie? - spytałam, wybijając je z rytmu rozmowy.
- O twojej edukacji. - oparła Irma.
Zmarszczyłam czoło.
- A co z nią nie tak?
Irmina przewróciła oczami z wyraźną irytacją.
- Stać cię na lepsze oceny, niż te, które dostajesz.
No, nie. Znowu się zacznie gadka typu "stać cię na więcej, niż to pokazujesz".
- Najwidoczniej mnie nie stać. - odpowiedziałam opryskliwie, wstając od stołu.
- Daniella! - zawołała matka. - Jak ty się odnosisz do swojej siostry? Siadaj natychmiast i Ją przeproś!
Spojrzałam na swoją rodzicielkę jak na kosmitkę i odwróciłam się na pięcie. Wychodząc z kuchni, usłyszałam jak Irmina mówi:
- Doprawdy, w kogo ona się wdała. Złośliwa, arogancka, a na dodatek słabo się uczy.
Cóż, to już nie Twoja sprawa, siostrzyczko. Uczę się dla siebie, nie dla Ciebie. A charakter? Za pewne po tatusiu. Szkoda tylko, że Go z mamą wykończyłyście psychicznie i się zabił.
Poszłam po telefon, słuchawki do uszu i wyszłam, narzucając na ramiona czarną, skórzaną kurtkę. Skierowałam się w stronę liceum do którego chodzę trzy lata, w którym nabawiłam się największych wrogów i gdzie poznałam najlepszych ludzi.
Katerina's P.O.V;
01 września 2014 roku - poniedziałek
godz: 9:00
godz: 9:00
Usłyszałam znaną melodię amerykańskiej piosenki. Zerwałam się gwałtownie z łóżka mrużąc oczy. Sen, jaki mi się śnił, rozkojarzył mnie kompletnie i z cudem poznawałam swój własny pokój. Krwistoczerwone (och, ironio) ściany i pełno obrazów i plakatów Amerykańskich miast, które nieco mnie uspokajały. Znów śniło mi się to samo. Ja, w krótkiej białej sukience, idąca przez polanę porośniętą soczysto zieloną trawą. Polana prowadziła do lasu, w którego stronę zmierzałam. Kiedy do niego jednak weszłam, zauważyłam mnóstwo zwierzęcych ciał, brudnych od krwi, po rozszarpywanych. Małe wiewiórki, sarny, lisy, wilki... Wszystkie martwe. Ich ciemne, puste oczodoły, powyrywana sierść leżąca kłębami naokoło. A pomiędzy tym migoczące twarze, których nigdy wcześniej nie widziałam, ale mimo to wydawały się znajome.
Wzdrygnęłam się na samo wspomnienie. Dzisiaj jest pierwszy dzień szkoły, muszę wyglądać na wypoczętą i pewną siebie.
Nie mogę pokazać słabości, bo inni ją zauważą. I wykorzystają.
Nie mogę pokazać słabości, bo inni ją zauważą. I wykorzystają.
Wstałam z łóżka i przeciągnęłam się, poprawiając podkoszulek, którego ramiączko opadło. Przetarłam dłonią oczy i podeszłam do półki z kosmetykami, nad którą wisiało lustro. Przeczesałam przed nim włosy, przeglądając się przez dłuższą chwilę, po czym ruszyłam do łazienki wykonać poranną toaletę. Jak zwykle, w domu nikogo nie było, panowała w nim niesamowita cisza, a on sam sprawiał wrażenie jakby zaklętego.
Stanęłam przed lustrem wyciągając szczoteczkę do zębów, nałożyłam na nią pastę. Miałam podkrążone oczy i spierzchnięte usta. Wyglądałam koszmarnie. Ale w końcu, po co wymyślono kosmetyki? Skończyłam się myć i pobiegłam do pokoju, spoglądając na godzinę. Pozostało niewiele czasu do rozpoczęcia, ale pracownicy placówki chyba przyzwyczaili się do mojego spóźniania się. Usiadłam przed lustrem i nałożyłam na twarz delikatny podkład, po czym pomalowałam się czarno-szaro-białymi cieniami do powiek, tuszem do rzęs, a usta pomalowałam najpierw błyszczykiem, potem jasnoczerwoną szminką. Wyglądałam lepiej, ale nie idealnie. W sumie, kiedy ja wyglądałam idealnie?
Na szybko wsunęłam na siebie czarną mini ze złotymi wstawkami, a na nogi wsunęłam również czarne szpilki i chwyciłam kopertówkę, po czym ruszyłam w stronę schodów.
Na szybko wsunęłam na siebie czarną mini ze złotymi wstawkami, a na nogi wsunęłam również czarne szpilki i chwyciłam kopertówkę, po czym ruszyłam w stronę schodów.
Moje kroki rozchodziły się po wnętrzu, jeszcze bardziej mnie niepokojąc. Poruszałam się na prawdę szybko i sprawnie, byleby znaleźć się na zewnątrz, pomiędzy ludźmi. Szkoła, cóż, niekoniecznie była moim marzeniem, ale w domu nie usiedzę ani chwilę dłużej. Nie po tym śnie, nie kiedy śni mi się już od dwóch tygodni.
Kiedy przekroczyłam próg mieszkania, wychodząc na ganek, moją skórę połaskotały ciepłe promienie słońca. Nabrałam do płuc haust świeżego powietrza i wyciągnęłam z torebki telefon, idąc do przodu. Wybrałam numer Klarissy, znajomej z klasy, ale nie odebrała, co znaczyło, że albo zapomniała, że dzisiaj pierwszy, albo wczoraj zabalowała. No, albo zgubiła telefon.
Czyli czeka mnie długa droga komunikacjami miejskimi w ciszy.
Kiedy przekroczyłam próg mieszkania, wychodząc na ganek, moją skórę połaskotały ciepłe promienie słońca. Nabrałam do płuc haust świeżego powietrza i wyciągnęłam z torebki telefon, idąc do przodu. Wybrałam numer Klarissy, znajomej z klasy, ale nie odebrała, co znaczyło, że albo zapomniała, że dzisiaj pierwszy, albo wczoraj zabalowała. No, albo zgubiła telefon.
Czyli czeka mnie długa droga komunikacjami miejskimi w ciszy.
Daniella's P.O.V;
01 września 2014 roku - poniedziałek
godz: 9:50
Opierając się niedbale o ścianę obserwowałam ludzi, spieszących się przed pierwszym dzwonkiem, gdy moją uwagę przykuł pewien chłopak o czarnych włosach, wysokiej postury, który rozglądał się dookoła i przemykał pod ścianami, zapewne nie chcąc być zauważonym.
Gdy tak Mu się przyglądałam, zadzwonił dzwonek i do sali wkroczyła dyrektorka i reszta elity szkolnej.
- Aristov! - syknęła wychowawczyni, która stanęła blisko mnie.
Obrzuciłam Ją obojętnym wzrokiem z złośliwym uśmieszkiem.
- Tak, psorko? - zaćwierkałam, słodko mrugając oczami.
- Zachowuj się i stań prosto.
W odpowiedzi przewróciłam oczami i dalej się opierałam, co więcej, założyłam słuchawki na uszy i nastawiłam muzykę na full.
Nie zwracając uwagi na nauczycielkę, ponownie spojrzałam na tajemniczego chłopaka, który stał w kącie i obserwował wszystkich dookoła. W pewnym momencie, gwałtownie odwrócił głowę w moją stronę i zmrużył oczy, uśmiechając się dwuznacznie.
Zmarszczyłam brwi, nie wiedząc o co Mu chodzi. Widząc moją zdziwioną minę, kiwnięciem głowy, dawał mi do zrozumienia, że mam się odwrócić. Posłuchałam Go, czego żałuję.
Katerina Udinov, "przyjaciółka od imprezowania", chlusnęła mi w twarz zimną wodą mineralną. Krzyknęłam i odskoczyłam do tyłu, i potykając się o krzesła, wyłożyłam jak długa. Ocierając twarz, spojrzałam na złośliwie uśmiechniętą dziewczynę.
- Szmata. - syknęłam, podnosząc się.
- Daniello Aristov i Katerino Udinov! - zagrzmiała dyrektorka. Obejrzałyśmy się na Nią.
- Tak, pani dyrektor?
- Wasze zachowanie jest karygodne! - mówiła podniesionym głosem, czerwona na twarzy. - Po inauguracji, chcę was widzieć u siebie w gabinecie!
Katerina wzruszyła ramionami, na co przewróciłam oczami i schyliłam się, by pozbierać słuchawki i telefon.
- Bo na pewno mnie zobaczysz. - wymamrotałam pod nosem i oparłam się o ścianę, z ciekawością spoglądając na owego chłopaka. Teraz śmiał się pod nosem. - Niech no ja Cię tylko dostanę w swoje ręce..
- Mówiłaś coś?
Katerina patrzyła na mnie z szyderczym uśmieszkiem.
- Co Ty tu robisz? - odpowiedziałam pytaniem.
Ta przewróciła oczami.
- Jestem na rozpoczęciu? - odparowała.
- To widzę. Dziwi mnie tylko, że przyszłaś. - po czym uśmiechnęłam się sarkastycznie i
dodałam: - Nie powinnaś być w klubie?
- Przestańcie rozmawiać! - huknęła na nas nauczycielka, stojąca najbliżej.
- A kiedy mamy porozmawiać, jak nie teraz? - odpyskowała Katerina, po czym nachyliła się i dokończyła szeptem: - Po rozpoczęciu zwiewamy do klubu, zwijając po drodze Klarissę.
01 września 2014 roku - poniedziałek
godz: 9:50
Opierając się niedbale o ścianę obserwowałam ludzi, spieszących się przed pierwszym dzwonkiem, gdy moją uwagę przykuł pewien chłopak o czarnych włosach, wysokiej postury, który rozglądał się dookoła i przemykał pod ścianami, zapewne nie chcąc być zauważonym.
Gdy tak Mu się przyglądałam, zadzwonił dzwonek i do sali wkroczyła dyrektorka i reszta elity szkolnej.
- Aristov! - syknęła wychowawczyni, która stanęła blisko mnie.
Obrzuciłam Ją obojętnym wzrokiem z złośliwym uśmieszkiem.
- Tak, psorko? - zaćwierkałam, słodko mrugając oczami.
- Zachowuj się i stań prosto.
W odpowiedzi przewróciłam oczami i dalej się opierałam, co więcej, założyłam słuchawki na uszy i nastawiłam muzykę na full.
Nie zwracając uwagi na nauczycielkę, ponownie spojrzałam na tajemniczego chłopaka, który stał w kącie i obserwował wszystkich dookoła. W pewnym momencie, gwałtownie odwrócił głowę w moją stronę i zmrużył oczy, uśmiechając się dwuznacznie.
Zmarszczyłam brwi, nie wiedząc o co Mu chodzi. Widząc moją zdziwioną minę, kiwnięciem głowy, dawał mi do zrozumienia, że mam się odwrócić. Posłuchałam Go, czego żałuję.
Katerina Udinov, "przyjaciółka od imprezowania", chlusnęła mi w twarz zimną wodą mineralną. Krzyknęłam i odskoczyłam do tyłu, i potykając się o krzesła, wyłożyłam jak długa. Ocierając twarz, spojrzałam na złośliwie uśmiechniętą dziewczynę.
- Szmata. - syknęłam, podnosząc się.
- Daniello Aristov i Katerino Udinov! - zagrzmiała dyrektorka. Obejrzałyśmy się na Nią.
- Tak, pani dyrektor?
- Wasze zachowanie jest karygodne! - mówiła podniesionym głosem, czerwona na twarzy. - Po inauguracji, chcę was widzieć u siebie w gabinecie!
Katerina wzruszyła ramionami, na co przewróciłam oczami i schyliłam się, by pozbierać słuchawki i telefon.
- Bo na pewno mnie zobaczysz. - wymamrotałam pod nosem i oparłam się o ścianę, z ciekawością spoglądając na owego chłopaka. Teraz śmiał się pod nosem. - Niech no ja Cię tylko dostanę w swoje ręce..
- Mówiłaś coś?
Katerina patrzyła na mnie z szyderczym uśmieszkiem.
- Co Ty tu robisz? - odpowiedziałam pytaniem.
Ta przewróciła oczami.
- Jestem na rozpoczęciu? - odparowała.
- To widzę. Dziwi mnie tylko, że przyszłaś. - po czym uśmiechnęłam się sarkastycznie i
dodałam: - Nie powinnaś być w klubie?
- Przestańcie rozmawiać! - huknęła na nas nauczycielka, stojąca najbliżej.
- A kiedy mamy porozmawiać, jak nie teraz? - odpyskowała Katerina, po czym nachyliła się i dokończyła szeptem: - Po rozpoczęciu zwiewamy do klubu, zwijając po drodze Klarissę.
Katerina's P.O.V;
01 września 2014 roku - poniedziałek
godz: 9:30
godz: 9:30
To jest już mój drugi rok w tej szkole, mimo to nadal zastanawiam się, jak mogłam się na to zgodzić. Już to, że zrezygnowałam z nauczania domowego i przyszłam tutaj, w sam środek buszu młodzieżowego był czymś, graniczącym z cudem. To, że Danielli udało się mnie przekonać i na ten rok... To już był cud. Mogłabym teraz robić wiele innych rzeczy, iść na zakupy, ugotować sobie coś smacznego na śniadanie, czy jeszcze spać, albo bawić się na jakiejś dobrej imprezie, ale zamiast tego, wylądowałam na boisku przed publicznym liceum, na rozpoczęciu roku, słuchając wywodów nauczycieli.
- Ej, Udinov, niezła kiecka, ale nie za długa jak na Twój gust? - usłyszałam męski głos, dochodzący zza mnie.
- Dzisiaj pożyczyłam kieckę mamy. - odparłam z sarkazmem.
Dość tego. Czas poszukać Dan, skoro ona mnie tu sprowadziła, musi pożałować.
Zaczęłam przepychać się, przez zbierających się dookoła uczniów, w stronę wejścia do budynku. Przystanęłam na schodku i wyjęłam z torebki niedużą butelkę czystej wody, z którą się nie rozstawałam, po czym na podwyższeniu zaczęłam jej wypatrywać w tłumie głów.
W końcu ją dostrzegłam. Zeskoczyłam ze schodka, zapominając o obcasach i zaczęłam szybkim krokiem iść do niej. Kiedy się zbliżałam, zwolniłam, przyciskając dłoń z odkręconą butelką do uda. Uśmiechnęłam się do siebie mimowolnie, po czym uniosłam butelkę, akurat w momencie, kiedy Dan się odwracała. Woda chlusnęła na nią, a jej mina, kiedy to się stało była bezcenna. Po jej twarzy, włosach i sukience spływały krople wody, a ja nadal stałam przed nią, uśmiechając się, patrząc jak sztywno stoi i dygocze.
- Szmata. - syknęła.
***
Kiedy weszłam do tej szkoły moja reputacja była już dosyć zła, przez samo zadawanie się z Klarissą Popovą i Daniellą Aristov, które znane były z... cóż, nie wierzenia w seks przedmałżeński. Po prostu były uważane za łatwe, puszczalskie, puste imprezowiczki, a ja byłam kojarzona z nimi. Klarissa nie raz swatała mnie z jakimiś chłopakami, Daniella raczej miała tą opinię także dzięki Riss. Ale i tak dowiadywałam się, że mimo iż nie dałam, przemili panowie chwalili się w szkole, że im dałam. I tak stałam się sławna, zanim mnie zobaczyli.
Właśni dlatego mój pierwszy dzień tutaj był gorszy niż jakikolwiek inny dzień w moim życiu, a moja szafka do teraz przyozdobiona jest różnymi cudnymi napisami.
Westchnęłam głośno. "Suka" "Szmata" "Dziwka" "Niby nie jesteś taka dobra" i tym podobne... Nie stać ich na nic lepszego? Klarisso, bądź, bo nie chce tu być nawet chwili dłużej.
Odwróciłam się, rozglądając dookoła. Zauważyłam w rogu grupkę dziewczyn, które nawet nie kryły się z tym, że rozmawiają o mnie. Uśmiechnęłam się i pokiwałam im.
- Autograf też chcecie? - krzyknęłam.
Oby Dan miała więcej szczęścia w poszukiwaniach.
Stanęłam przed wejściem do szkoły, dokładnie minutę przed wyznaczonym czasem. Trzy minuty przed dzwonkiem na pierwszą lekcję.
- Nigdzie jej nie ma! - krzyknęła Dan już z oddali, dobiegając do mnie.
- No to udawaj, że jesteśmy grzeczne i teraz się nie zrywamy - mruknęłam do niej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz